Sieć Regionalnych Ośrodków Debaty Międzynarodowej

Pierwszy rok prezydentury Wołodymyra Zełeńskiego –problemy i osiągnięcia

Ukraińskie społeczeństwo jest bardzo cierpliwym, może znieść różne warunki życia. Swoje niezadowolenie z elity politycznej wyraża przy urnie wyborczej. Zdarza się, że u władzy –szczególnie na poziomie lokalnym – pozostają ci sami politycy po 4 – 5 kadencji z rzędu. Na poziomie krajowym tylko prezydent Łeonid Kuczma przetrwał dwie kadencje, ale ta druga była dość burzliwą i pełną skandali o zasięgu krajowym, i międzynarodowym. Od 2004 roku Ukraińcy najczęściej oddają głos nie „za”, a „przeciw” ugrupowaniu politycznemu lub kandydatowi na urząd prezydenta. Wybory z ubiegłego roku tylko to potwierdziły. Głosując na Zełeńskiego, Ukraińcy dali lekcję politykom poprzednich formacji, wybierając człowieka, który zawodowo nie zajmował się polityką.

Dotychczas Wołodymyr Zełeński był znanym aktorem i komikiem, producentem filmów oraz seriali. Stał za politycznym serialem „Sługa ludu”, gdzie odgrywał postać szkolnego nauczyciela Wasyla Hołoborodki, który został wybrany na urząd prezydenta Ukrainy. Ten bohater jest wcieleniem ukraińskich marzeń o przywódcy – sprawiedliwy, otwarty, walczy z korupcją, a do biura jeździ rowerem. Większość analityków uznała ten serial za nieformalny start kampanii wyborczej Zełeńskiego. I właśnie za tym wizerunkiem Hołoborodki, a nie Zełeńskiego głosowała część Ukraińców. Co obiecał kandydat Zełeński potencjalnym wyborcom? Jego hasło wyborcze brzmiało „Powiem Wam o Ukrainie moich marzeń…”. Jeden z punktów programu głosi kres z ogłoszeniami „praca w Polsce” na terenach Ukrainy, na rzecz ogłoszeń „praca na Ukrainie” zamieszczonych w Polsce. Problem większości kandydatów na prezydenta polega na tym, że w swoich przedwyborczych założeniach umieszczają postulaty niezgodne z konstytucyjnymi prerogatywami głowy państwa. Program Zełeńskiego nie stanowi w tym wypadku wyjątku. W całości jego przedwyborcze koncepcje to hasła populistyczne, bez kompleksowego – finansowego i merytorycznego – uzasadnienia.

Ukraina ma już doświadczenia z walki z pandemią grypy kalifornijskiej, która dotknęła kraj w czasach kryzysu gospodarczego i politycznego na przełomie 2009 i 2010 roku. Ukraińcy są przyzwyczajeni do różnych zjawisk kryzysowych, czy wojen handlowych i gazowych z Rosją. Obecnie kraj mierzy się z trwającym przeszło 6 lat konfliktem militarnym, a społeczeństwo jest niezadowolone i zmęczone. Rozpoczynając kampanię, ówczesny kandydat Zełeński obiecał rodakom szybkie zakończenie wojny w Donbasie. Powoływał się przy tym na sondaże, w których większość społeczeństwa chciała zakończenia tej wojny za wszelką cenę. Kandydat przeważnie milczał o innych wyzwaniach, które stoją przed Ukrainą, w szczególności deoligarchizacja państwa, czy kwestia języka (zwłaszcza na wschodzie i południu kraju dalej dominuje język rosyjski, po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej ta sytuacja powoli się zmienia, głównie w środowiskach młodzieżowych). Ukraińcy byli bardzo sfrustrowani przedłużającą się wojną i, ich zdaniem, nieudanymi reformami rządów Jaceniuka oraz Grojsmana. Najwięcej jednak stracił były prezydent Petro Poroszenko. W ukraińskich tradycjach politycznych za nieudaną transformację kraju naród winą obarcza prezydentów, kompletnie lekceważąc uprawnienia, jakie posiada głowa państwa. Zresztą, jak już wspominałem, sami kandydaci, ubiegając się o urząd, głoszą hasła niemające nic wspólnego z kompetencjami szefa państwa. Konsekwencje takich działań są jednoznaczne – spadek zaufania społecznego. Nastroje te aktywnie podsycają środki masowego przekazu, a szczególnie telewizja, która jest w rękach ukraińskich oligarchów. Oligarchowie kierują się swoimi partykularnymi interesami, które często stoją w sprzeczności z interesami państwa. Wyjątkiem była sytuacja z 2014 roku podczas rosyjskiej agresji na Donbasie. Ówczesny gubernator obwodu dniepropietrowskiego Ihor Kołomojski dość skutecznie walczył przeciwko rebeliantom na wschodzie Ukrainy. Nawet na początku aktywnie wspierał finansowo ochotnicze bataliony Dnipro-1 i Dnipro-2. Jednak po dymisji i nacjonalizacji PryvatBanku (był własnością Kołomojskiego i jego partnerów z grupy Pryvat z główną siedzibą w Dniprze, wcześniej Dnipropetrovsk) popadł w osobisty konflikt z Petro Poroszenko. Nacjonalizacja banku była niezbędna dlatego, że był on odpowiedzialny za przesyłanie pensji do większości pracowników branży budżetowej oraz emerytur dla seniorów. Ewentualny upadek PryvatBanku groził załamaniem całego systemu finansowego na Ukrainie. W obliczu takich jak ten podziałów politycznych powstał projekt „Sługi Ludu” z Wołodymyrem Zełeńskim na czele jako alternatywą dla poprzedniego układu.

Wyniki drugiej tury wyborów, gdzie poparcie dla Zełeńskiego wyniosło 73%, były dość zaskakujące. Po inauguracji w maju 2019 roku pierwszą decyzją nowego prezydenta było rozwiązanie Rady Najwyższej, ukraińskiego parlamentu. Zełeński nie miał w parlamencie poparcia, a Ukraina zgodnie z konstytucją jest państwem z systemem parlamentarno-prezydenckim, tj. koalicja parlamentarna decyduje o kształcie gabinetu. Nowy prezydent nawet nie był w stanie zmienić ministra spraw zagranicznych i ministra obrony, co należało do jego konstytucyjnych prerogatyw. W przyspieszonych wyborach parlamentarnych partia „Sługa Ludu” otrzymała zdecydowane poparcie na poziomie 43,16 % (254 mandatów z 450 możliwych) i stworzyła jednopartyjną większość dla powołania nowego rządu. Stało się to możliwe dzięki autorytetowi Zełeńskiego, ale przede wszystkim przedterminowym wyborom w lipcu. To czas urlopów i wypoczynku dla większości Ukraińców, więc zagłosowało mniej niż 50% uprawnionych do głosowania. Do spisu wyborczego wprowadzono ludzi przypadkowych, jak właściciel restauracji Mykoła Tyszczenko, czy kontrowersyjny Maksym Bużańsky, a innych wprost rekrutowano przez Internet bez dokładnego sprawdzenia ich życiorysów. Problem Zełeńskiego i jego partii polega na tym, że w jego obozie są zarówno zwolennicy euroatlantyckiej integracji, jak i opcji ścisłej współpracy z Rosją. Podobnie sytuacja wygląda z wyborcami prezydenta i jego ugrupowania. W tak skomplikowanej sytuacji wewnętrznej osiągnięcie kompromisu w polityce zagranicznej stanowi ogromne wyzwanie. Wcześniej lub później należy podjąć decyzję, w jakim kierunku należy podążać, a z którą częścią swoich wyborców należy się pożegnać.

Pandemia COVID-19 daje czas na znalezienie pomysłów, na przemyślenie dalszego kierunku rozwoju państwa, ale i sam wirus jest wyzwaniem dla prezydenta. Jeszcze przed ogłoszeniem kwarantanny na Ukrainie, w Mińsku, podczas negocjacji między Andrijem Jermakiem, szefem Biura Prezydenta Ukrainy i Dmitriem Kozakiem, zastępcą głowy Administracji Prezydenta Rosji zawarto bardzo kontrowersyjne porozumienie o powołaniu Rady Konsultatywnej z udziałem przedstawicieli Ukrainy i przedstawicieli ORDŁO (Oddzielne Rejony Donieckiego i Ługańskiego Obwodu), a Rosja ma uzyskać status mediatora w rokowaniach zamiast obecnej strony konfliktu. Oburzenie na portalach społecznościowych było porównywalne z wydarzeniami z jesieni 2013 roku. Winą za kształt porozumienia obarczono prezydenta Zełeńskiego i jego ekipę, jak również za propozycję wznowienia dostawy wody na Krym, który pozostaje pod rosyjską okupacją. Te kroki mogą jedynie destabilizować sytuację polityczną i społeczną na Ukrainie, do czego dąży Władimir Putin. I te właśnie wątki są podejmowane przez media. Opór społeczeństwa świadczy o tym, że pomimo zmęczenia, chce zachowania ukraińskiej państwowości. Wołodymyr Zełeński za główny cel swojej prezydentury stawia zakończenie wojny na wschodnich terenach Ukrainy. Niestety, nie posiada żadnego doświadczenia w zakresie prowadzenia międzynarodowych negocjacji, co ochoczo wykorzystuje Rosja, zastawiając na nowe ukraińskie władze liczne pułapki natury politycznej i militarnej. Rosji zależy na zniesieniu nałożonych na nią sankcji za okupację Krymu i inwazję na Donbasie, do czego wykorzystuje politycznego nowicjusza, jakim jest prezydent Ukrainy. Zdaniem gospodarza Kremla, pokój może być zawarty tylko jako kapitulacja ukraińskich władz.

Poparcie dla prezydenta i partii „Sługa Ludu” gwałtownie spada, pozostając jednak na dość wysokim poziomie ponad 50% (sondaż przeprowadzony w lutym przez Centrum im. Razumkowa). Według sondaży największym zaufaniem cieszy się wojsko (69%), kościół (62,5%) i wolontariusze (60%). We wrześniu 2019 roku prezydentowi Zełeńskiemu ufało 79% obywateli, brak zaufania wyraziło tylko 13,5%, a w lutym 2020 roku poziom zaufania spadł odpowiednio do 51,5% i 41%. W podobnej sytuacji znajduje się parlament (wrzesień 2019 – 57% i 25%, luty 2020 – 28% i 65%) i Gabinet Ministrów (wrzesień 2019 – 57% i 22%, luty 2020 – 28% i 64,5%). W ostatnich sondażach Siłom Zbrojnym Ukrainy, jak i wcześniej ufa 69% społeczeństwa, więcej niż prezydentowi (35% ufa, a 57% nie ufa), który również jest głównodowodzącym wojskiem[1]. Wygląda na to, że w obliczu pandemii i nadchodzącego kryzysu gospodarczego, prezydent ze swoją ekipą jest zagubiony. Szybkiego zakończenia wojny na horyzoncie nie widać, a negocjacje z Putinem nie przynoszą rezultatów. Ukraińscy żołnierze dalej poświęcają swoje życie pod rosyjskim ostrzałem. Dla większości Ukraińców kapitulacja jest nie do zaakceptowania, a dla Putina to jedyna droga do zakończenia konfliktu. Przy próbie kapitulacji Zełeński prawdopodobnie zostanie obalony i żadna pandemia nie stanie na przeszkodzie. Już od ok. 1,5 miesiąca trwa stałe zawieszenie broni na Donbasie, ale w rzeczywistości jest bardzo kruche i uzależnione wyłącznie od Putina. Wymiana negocjatorów w mińskiej grupie nie przyniosła nowego otwarcia – w miejsce Łeonida Kuczmy powołano Łeonida Krawczuka.

Z moich źródeł wynika, że na okupowanych częściach Donbasu pandemia koronawirusa rozwija się szybko, a liczba zakażonych idzie w tysiące. Brakuje maseczek medycznych w wystarczającej liczbie, nie mówiąc już o innych niezbędnych narzędziach do walki z pandemią. Tak sytuacja wygląda w Gorliwcu, Jenakiewie, Łuhańsku i Doniecku. Oficjalna propaganda oczywiście wszystkiemu zaprzecza. Rosja zamknęła granicę, aby nie dopuścić do rozprzestrzeniania się wirusa. Ukraińska strona postąpiła podobnie, zamykając przejścia na kontrolowanych terenach. Pod koniec sierpnia sytuacja powoli zaczęła wracać do normy.

Kolejnym poważnym wyzwaniem jest powrót ukraińskich obywateli z krajów UE, USA, Rosji i Chin. Liczba powracających szacowana jest na 100 tysięcy, a to jeszcze nie koniec. Najgorszym doradcą w tej skomplikowanej sytuacji jest panika, która rozpowszechnia się szybciej od samego wirusa. W podsycaniu paniki uczestniczą rząd i media, a w szczególności media społecznościowe. Od dwóch miesięcy gwałtownie rośnie liczba zakażonych, kraj podzielony jest na strefy od czerwonej, gdzie obowiązują najostrzejsze zasady (nie pracuje komunikacja miejska, lub pracuje na bardzo ograniczonym poziomie, zamknięte są restauracje i inne miejsca dużych skupisk ludzi) aż do zielonej, gdzie ograniczenia są słabe lub w ogóle nie występują (działa komunikacja miejska z wyznaczoną liczbą miejsc do siedzenia, obowiązuje wymóg zasłaniania ust i nosa w domach opieki społecznej itp.). Przeważająca część kraju leży w żółtej lub pomarańczowej strefie, gdzie obowiązują łagodniejsze obostrzenia. W pomarańczowej strefie zakazana jest działalność hoteli, restauracji w godzinach nocnych, klubów fitness, czy organizacja zebrań masowych (jeśli liczba uczestników przekracza 100 osób), żółta strefa – obowiązują te same zasady jak w strefie zielonej z dodatkowym zakazem odwiedzin w domach opieki społecznej, gdzie przebywają seniorzy 60+.

Większość ekspertów twierdzi, że prezydent Zełeński idzie śladami Janukowycza i może powtórzyć jego los politycznego uchodźcy. O tym dobitnie świadczy zachowanie samego prezydenta, kiedy osobiście złożył skargę na deputowaną z ramienia Europejskiej Solidarności Sofię Fedynę oraz wolontariuszkę Marusię Zwirobij. Chodzi o sytuację, kiedy kobiety na jednym z portali społecznościowych wyraziły obawy, że prezydent nienależycie zachowuje się podczas wizyt na Donbasie, narażając swoje bezpieczeństwo. Zełeński ocenił to przemówienie jako osobistą groźbę ze strony kobiet. Może to świadczyć o utracie politycznej siły Zełeńskiego i jego ekipy.

Głównym problemem Zełeńskiego pozostaje mała ekipa zawodowych urzędników, którym może zaufać. Niesie to poważne konsekwencje w formowaniu rządu. Sam prezydent pozbywa się współpracowników, którzy pomogli mu osiągnąć wyborcze zwycięstwo, w tym m.in. Andriia Bohdana (byłego doradcy prawnego w sztabie wyborczym, a później szefa prezydenckiego biura), Rusłana Riaboszapka (członka sztabu wyborczego w 2019 r., a po zwycięstwie prezydenckim i parlamentarnym nominowany na urząd prokuratora generalnego, w styczniu 2020 roku decyzją parlamentu pozbawiony stanowiska), Ołeksandra Danyluka (członka zespołu przedwyborczego, od maja do sierpnia 2019 r. sekretarza Narodowej Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy), Wadyma Prystajko (zawodowego dyplomaty, który piastował urzędy ministra spraw zagranicznych i wicepremiera ds. integracji z Unią Europejską i NATO, obecnie ambasador Ukrainy w Wielkiej Brytanii). Zmalały także wpływy Ihora Kołomojskiego z powodu odejścia jego ludzi z urzędów państwowych, a rosną wpływy Rinata Achmetowa, oligarchy z Donbasu (na przykład Premier-minister Denys Shmygal był współpracownikiem w korporacji Achmetowa, a główny media-projekt Zełeńskiego powoli przenosi się z telewizji Kołomojskiego 1+1 do telewizji Achmetowa – Ukraina). Oprócz tego do władzy na niższe szczeble urzędów państwowych przywrócono ludzi z czasów prezydentury Janukowycza.

Do osiągnięć w polityce zagranicznej można zaliczyć poprawę relacji polsko-ukraińskich. Od początku kadencji Zełeńskiego kwestie historyczne w relacjach bilateralnych były odsunięte na boczny tor. Stoi to jednak w opozycji do oficjalnych powodów wizyt ukraińskiej głowy państwa w Polsce. Pierwsza była związana z 80. rocznicą wybuchu II wojny światowej we wrześniu 2019 roku, a druga z obchodami 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau w styczniu 2020 roku. W setną rocznicę Bitwy Warszawskiej polskie władze nadały nazwę ulicę gen. Marka Bezruczka (generał Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej), wcześniej w podobny sposób upamiętniając w Warszawie wybitnego ukraińskiego poetę i dysydenta, Wasyla Stusa. Obecnie w fazie planowania jest wizyta prezydenta Andrzeja Dudy na Ukrainie. Jednak w kolejnej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy jako priorytetowych partnerów Zełeński wskazuje USA, Wielką Brytanię, Kanadę, Niemcy i Francję. Polska jest dopiero w drugim rzędzie partnerów strategicznych, wspólnie z Litwą, Gruzją, Turcją i Azerbejdżanem. Skutkiem tego jest kontynuowanie polityki prowadzonej przez wszystkich ukraińskich prezydentów, a Zełeński wpisuje się w ten negatywny trend.

Dwustronne relacje między Polakami a Ukraińcami są dość intensywne, zwłaszcza na poziomie społecznym, samorządowym i kulturalnym. Najbardziej aktywna jest wymiana akademicka — wielu studentów z Ukrainy po ukończeniu szkoły w Ojczyźnie, decyduje się na podjęcie dalszej edukacji w Polsce. Dla polskich uczelni to dobre rozwiązania ze względu na odpływ polskich studentów na zachodnie uczelnie m.in. do Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Istnieje szereg programów stypendialnych, m.in. program NAWA, pod patronatem Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego Polski. Program im. Bohdana Solchanyka, lwowskiego historyka, zastrzelonego na kijowskim Majdanie w lutym 2014 roku, prowadzony jest przez Instytut Socjologii i Filozofii PAN i polega na współpracy między ukraińskimi a polskimi uczelniami. Skuteczna jest również współpraca między szkołami podstawowymi obu krajów. To uczniowie i studenci pełnią niejako nieformalne funkcje w dyplomacji publicznej, budując relację między naszymi narodami od najniższego szczebla. Polacy mogą chwalić się rozwojem swoich miast i wsi. Pod tym względem, ukraińskie państwo nie może niczego zaproponować swojemu sąsiadowi. Jestem zdania, że na Ukrainie absolwenci polskich uniwersytetów powinny tworzyć lokalne fundacje na rzecz polsko-ukraińskiego pojednania i współpracy oraz wzmacnia naszych bilateralnych stosunków. Celem obu państw powinno być zapewnienie odpowiednich warunków na poziomie ustawodawczym dla ich skutecznej działalności.


[1] https://razumkov.org.ua/statti/reityngy-zelenskogo-padaiut-tak-samo-iak-ranishe-u-poroshenka// dostęp 15.09.2020

Autor: Oleksii Lionchuk

Ukończył studia magisterskie na kierunku historia w Państwowym Uniwersytecie Humanistycznym w Równem. Przez 7 lat pracował na Ukrainie jako nauczyciel historii, filozofii i politologii w szkołach podstawowych i podyplomowych. Od 2014 roku jest doktorantem w Instytucie Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego zainteresowaniami badawczymi są kształtowanie społeczeństwa obywatelskiego, relacje polsko – ukraińskie w XX wieku, historia Europy Środkowej i Wschodniej oraz geopolityka. Pod kierunkiem promotora dr. hab. Piotra Mikietyńskiego pisze rozprawę doktorską Społeczeństwo obywatelskie w Polsce i Ukrainie (1989 - 2010) – studium społeczno-polityczne.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Regionalny Ośrodek Debaty Międzynarodowej 2019-2021”.

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Źródło foto: https://www.president.gov.ua/en

Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP Instytut Spraw Obywatelskich

Zadanie dofinansowane ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych